poniedziałek, 12 października 2015

Urodziny.

Jacek świrujeje z moją koleżanką z pracy. Poznałam ich ze sobą. I teraz mi smutno. Nie dlatego ze sa razem bo w sumie to dobrze, była między nimi chemia a ja wolę go jako przyjaciela, ale wiesz jak to jest byc trzecim kołem u roweru. Chciałbym kogoś mieć tylko nie mam czasu i kurwa sie boje ze na jakiegoś zjeba trafię. Nie chce mi się szukać w internecie (wiem, nie wierzysz że to mówię) bo na prawdę sami idoci no... ja wiem że samo przyjdzie i to najprędzej jak sie nie szuka i tak dalej, i tak dalej... ale mam trochę dość samotności... przyjaciele przyjaciółmi ale sama wiesz bo czujesz to samo... od dłuższego czasu już tylko praca się dla mnie liczy, zatracam się w tym strasznie, dzisiaj wzięłam oczywiscie extra, mialam doslownie 40 minut zeby sie wyszykować między powrotem z porannej zmiany do wyjścia na kilka dodatkowych calli, mimo że od lat brałam wole w ten swój jedyny dzień który należał tylko do mnie. Kochani sa Ci ludzie których poznałam i widzę ze mnie na prawdę lubią, ale ja nie ufam nikomu przez co kończę samotna i smutna i chce mi się płakać.

Dobra. Teraz szczerze powiem to czego nie powiem nigdy nikomu bo mi głupio. Sama nie wiem czemu bo to normalne uczucie, ale czasem jak sie powtarza to samo kłamstwo to staje się prawdą. Wiem, że tak na prawdę tłumione emocje powracają ze zdwojoną siłą ale nie lubię się uzewnętrzniać przed ludźmi których znam, bo nienawidzę słuchać tego ich pierdolenia. 'Będzie dobrze' powtarzane wiele razy nie staje się prawdą. I niesamowicie działa na nerwy.

Poznałam go przez internet na portalu randkowym. Generalnie od początku stawiał na to że to kumpelska relacja. Pogodziłam się z tym na wejściu gdyż nie lubię robić sobie nadziei i być zawiedziona, ale co mam poradzić że rozum mówi jedno a serce drugie? Jest dla mnie taki kochany, byłam jedyną osobą w zasięgu kilkunastu kilometrów z którą się spotykał i czułam że mam go tylko dla siebie. Oczywiście wmawiałam sobie że nawet jeśli nie wkłada we mnie kutasa to jest mi dobrze. Bo do jednego jestem w stanie się przyznać - jestem egoistką i kocham być w centrum uwagi. Więc to jest oficjalna wersja. Ale co mam poradzić że jak każda typowa baba zaczęłam się w nim zakochiwać? Jak facet jest dla Ciebie dobry, kochany, pisze, dzwoni, spotyka się z Tobą to serce mówi do mózgu WYPIERDALAJ i bije szybciej mimo iż ściskałam je z całej siły żeby zwolniło. Nie chce tego nikomu mówić bo nie chce być żałosna. Nawet jeśli każdy mi powie że to normalne to następne co usłyszę będzie 'musisz sobie z tym poradzić, nie masz wyjścia'. Wiem ze nie mam wyjścia do cholery. I poradzę sobie z tym. Muszę. Czyli wiem i nie trzeba mi tego mówić. Tylko jak zwykle muszę poradzić sobie z tym sama bo nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc. Kto oderwałby mnie od nich jako że są to, może nie jeszcze przyjaciele ale najbliżsi znajomi jakich mam. Nie chcę zrywać kontaktu bo - po raz kolejny - mój rozum mówi 'nie chciałaś z nim być i tak na prawdę jesteś szczęśliwa że dwoje fajnych ludzi jest ze sobą' ale ja muszę mieć kogoś dla siebie. Wiem że jestem egoistką, i to wcale nie musi być ktoś kto nie ma partnera. Ale ta sytuacja to zupełnie co innego. Najlepiej by było mieć przyjaciółkę, bo wyznaję zasadę że w koleżankach się nie zakochuję, albo przyjaciela geja, bądź takiego który jest już zajęty. Ech, co ja wygaduję, nie da się tego zaplanować... generalnie się powstrzymuję bo jest późna pora, o 5 muszę wstać - do pracy - a bierze mnie na sentymenty. We własne urodziny. Piękny prezent. Skoro tak nie wiedzieli jak zareaguję i czy to nie będzie głupio przede mną to czemu zrobili to w moje urodziny? Na które tak wyczekiwałam. Już się zaczęłam tutaj układać, mam pracę, mieszkanie, znajomych... Brat mi proponuje wyprowadzkę, wiem że uciekłam z domu i zostawiłam wszystko za sobą nie licząc się z nikim bo na ludziach nie można polegać i nikt nie zostałby nigdzie dla mnie to czemu ja mam dla innych zostawać. Jednak nie chcę znów zaczynać od nowa. Wiem że jestem tu dopiero od stycznia i dopiero zaczęłam i tak na prawdę nikt by za mną nie tęsknił (mimo iż ludzie tak mówią, chuja to znaczy) ale ja tak nie cierpię zmian. Kurwa, jak ja nienawidzę zaczynać wszystkiego od nowa. Już sama nie wiem co powiedzieć... nie mówię że nie wiem co mam robić bo to generuje chujowe rady z obowiązku. Swoją drogą nie wiem czemu ludzie zamiast powiedzieć Ci coś od siebie, tak personalnie, powtarzają to swoje 'będzie dobrze'. Chuj.