czwartek, 13 stycznia 2011

Żałoba.

Nikt tak naprawdę nie wie, ile powinna trwać. Mówią, że po bliskim to rok - czarne ciuchy, zgnębiona mina, zero imprez - mimo, że w duszy gra. No bo przecież emocje i uczucia to nie grzech, tak samo jak ich wyrażanie. Przecież każda ukochana nam osoba chciałaby, żebyśmy po jej śmierci żyli dalej, jak gdyby nigdy nic, a nawet ze stypy balangę zrobić. Tylko, że to nie wypada... Nie należy... Nie wolno... Ja rozumiem miejsca, gdzie tradycja i kultura są silnie zakorzenione w człowieku, że jak ustalą kolor żałobny to w żadnej innej sytuacji go nie nakładają. Ale tutaj? W Europie? To jakiś żart po prostu! Laska zakłada czarny gorset na gorącą noc z kochankiem i na pogrzeb babci też! Tzn nie gorset, ale garsonkę. A w sercu tak naprawdę liczy, ile podobnych ciuszków (tych gorsetów oczywiście) za babuni zachówek sobie zakupi. Żałobę to się w sercu nosi, a nie na dupie i to często przez wiele lat, a nawet całe życie.