Jacek świrujeje z moją koleżanką z pracy. Poznałam ich ze sobą. I teraz mi smutno. Nie dlatego ze sa razem bo w sumie to dobrze, była między nimi chemia a ja wolę go jako przyjaciela, ale wiesz jak to jest byc trzecim kołem u roweru. Chciałbym kogoś mieć tylko nie mam czasu i kurwa sie boje ze na jakiegoś zjeba trafię. Nie chce mi się szukać w internecie (wiem, nie wierzysz że to mówię) bo na prawdę sami idoci no... ja wiem że samo przyjdzie i to najprędzej jak sie nie szuka i tak dalej, i tak dalej... ale mam trochę dość samotności... przyjaciele przyjaciółmi ale sama wiesz bo czujesz to samo... od dłuższego czasu już tylko praca się dla mnie liczy, zatracam się w tym strasznie, dzisiaj wzięłam oczywiscie extra, mialam doslownie 40 minut zeby sie wyszykować między powrotem z porannej zmiany do wyjścia na kilka dodatkowych calli, mimo że od lat brałam wole w ten swój jedyny dzień który należał tylko do mnie. Kochani sa Ci ludzie których poznałam i widzę ze mnie na prawdę lubią, ale ja nie ufam nikomu przez co kończę samotna i smutna i chce mi się płakać.
Dobra. Teraz szczerze powiem to czego nie powiem nigdy nikomu bo mi głupio. Sama nie wiem czemu bo to normalne uczucie, ale czasem jak sie powtarza to samo kłamstwo to staje się prawdą. Wiem, że tak na prawdę tłumione emocje powracają ze zdwojoną siłą ale nie lubię się uzewnętrzniać przed ludźmi których znam, bo nienawidzę słuchać tego ich pierdolenia. 'Będzie dobrze' powtarzane wiele razy nie staje się prawdą. I niesamowicie działa na nerwy.
Poznałam go przez internet na portalu randkowym. Generalnie od początku stawiał na to że to kumpelska relacja. Pogodziłam się z tym na wejściu gdyż nie lubię robić sobie nadziei i być zawiedziona, ale co mam poradzić że rozum mówi jedno a serce drugie? Jest dla mnie taki kochany, byłam jedyną osobą w zasięgu kilkunastu kilometrów z którą się spotykał i czułam że mam go tylko dla siebie. Oczywiście wmawiałam sobie że nawet jeśli nie wkłada we mnie kutasa to jest mi dobrze. Bo do jednego jestem w stanie się przyznać - jestem egoistką i kocham być w centrum uwagi. Więc to jest oficjalna wersja. Ale co mam poradzić że jak każda typowa baba zaczęłam się w nim zakochiwać? Jak facet jest dla Ciebie dobry, kochany, pisze, dzwoni, spotyka się z Tobą to serce mówi do mózgu WYPIERDALAJ i bije szybciej mimo iż ściskałam je z całej siły żeby zwolniło. Nie chce tego nikomu mówić bo nie chce być żałosna. Nawet jeśli każdy mi powie że to normalne to następne co usłyszę będzie 'musisz sobie z tym poradzić, nie masz wyjścia'. Wiem ze nie mam wyjścia do cholery. I poradzę sobie z tym. Muszę. Czyli wiem i nie trzeba mi tego mówić. Tylko jak zwykle muszę poradzić sobie z tym sama bo nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc. Kto oderwałby mnie od nich jako że są to, może nie jeszcze przyjaciele ale najbliżsi znajomi jakich mam. Nie chcę zrywać kontaktu bo - po raz kolejny - mój rozum mówi 'nie chciałaś z nim być i tak na prawdę jesteś szczęśliwa że dwoje fajnych ludzi jest ze sobą' ale ja muszę mieć kogoś dla siebie. Wiem że jestem egoistką, i to wcale nie musi być ktoś kto nie ma partnera. Ale ta sytuacja to zupełnie co innego. Najlepiej by było mieć przyjaciółkę, bo wyznaję zasadę że w koleżankach się nie zakochuję, albo przyjaciela geja, bądź takiego który jest już zajęty. Ech, co ja wygaduję, nie da się tego zaplanować... generalnie się powstrzymuję bo jest późna pora, o 5 muszę wstać - do pracy - a bierze mnie na sentymenty. We własne urodziny. Piękny prezent. Skoro tak nie wiedzieli jak zareaguję i czy to nie będzie głupio przede mną to czemu zrobili to w moje urodziny? Na które tak wyczekiwałam. Już się zaczęłam tutaj układać, mam pracę, mieszkanie, znajomych... Brat mi proponuje wyprowadzkę, wiem że uciekłam z domu i zostawiłam wszystko za sobą nie licząc się z nikim bo na ludziach nie można polegać i nikt nie zostałby nigdzie dla mnie to czemu ja mam dla innych zostawać. Jednak nie chcę znów zaczynać od nowa. Wiem że jestem tu dopiero od stycznia i dopiero zaczęłam i tak na prawdę nikt by za mną nie tęsknił (mimo iż ludzie tak mówią, chuja to znaczy) ale ja tak nie cierpię zmian. Kurwa, jak ja nienawidzę zaczynać wszystkiego od nowa. Już sama nie wiem co powiedzieć... nie mówię że nie wiem co mam robić bo to generuje chujowe rady z obowiązku. Swoją drogą nie wiem czemu ludzie zamiast powiedzieć Ci coś od siebie, tak personalnie, powtarzają to swoje 'będzie dobrze'. Chuj.
bez.tytułu
poniedziałek, 12 października 2015
niedziela, 1 stycznia 2012
Nowy rok.
Nic nie jest tak jak myślisz. To nie tak, że nikogo nie mam, dlatego chcę wrócić. Doskonale znam Twoje wady i z ich powodu zerwałam. Zerwałam, mimo iż kochałam Cię mocniej niż życie. Zerwałam, bo wiedziałam, że nie ma dla nas przyszłości. Próbowałam od nowa. Chciałam przede wszystkim się odkochać. Może nie zapomnieć, ale się odkochać. Przestać czuć. Przestać myśleć. Zacząć żyć na nowo. Ale nie potrafię. Wszystko, wszystko, naprawdę WSZYSTKO sprowadza się do Ciebie. Każdy szczegół w moim życiu jest związany z Tobą. Znaczysz dla mnie więcej niż powietrze. To nim się teraz dławię. A Twoim oddechem żyję. Twoim oddechem, dotykiem, słowem, uczynkiem. A bez tego umieram. Powoli i boleśnie. Nie chcę wzbudzić litości. Nie chcę Cię nakłonić do zmian w życiu. Chcę, żebyś tylko zobaczył, że się zmieniłam. Że potrafię robić to, czego zawsze ode mnie chciałeś. Czego zawsze Ci brakowało. Czego tak pragnąłeś. Nie chcę, żebyś rzucał wszystko dla mnie TERAZ JUŻ OD RAZU. Chcę po prostu, żebyś wiedział. Po prostu. Tak po prostu...
wtorek, 27 grudnia 2011
Każde...
Każde miejsce. Każdy dotyk. Każde wspomnienie. Każda rozmowa. Każda najdrobniejsza rzecz wprawia w cierpienie. To jak cierpienia Prometeusza. Zapomnieć? To syzyfowe prace.
czwartek, 17 listopada 2011
Koło uczuć.
Kiedy masz uczucia, które zostały zranione, za wszelką cenę chcesz o nich zapomnieć. W końcu doprowadzasz do tego, że z serca robi się kamień, zapominasz o czymś takim jak spontaniczność, miłość, magia chwili i skupiasz się tylko na chłodnych, prostych doznaniach zaspokajających potrzeby. I to jest właśnie moment, na który czekała miłość. Kiedy w Tobie wygasły uczucia to ona sobie przychodzi, ale jest już za późno. Dla Ciebie. I tym sposobem koło się zamyka. Co jest gorsze? Wyzwolić się z uczuć, czy pozwolić się im zatracać za każdym razem?
wtorek, 15 listopada 2011
Cierpliwość.
Cierpliwość jest cnotą, ale kogo teraz można nazwać cnotliwym? Nie należy czekać, aż życie przepłynie między palcami. Za każdym rogiem czai się coś, co zechce zniszczyć szansę na spełnienie marzeń, więc trzeba to uprzedzić. Poza tym jak czekasz na coś za długo to tracisz nadzieję, zapominasz. Ale jest dobra strona utraty nadziei. Przestajesz się nastawiać i kiedy w końcu przychodzi, to, na co czekałeś tyle czasu, szczęście jest podwójne.
Pomieszanie z poplątaniem, ale czy tak nie jest? Każdy medal ma dwie strony i trzeba po prostu wybrać, co jest lepsze w jakiej sytuacji. Ale co, jeśli żadne rozwiązanie nie jest dobre? Wtedy żałujesz, że w ogóle jakakolwiek opcja się pojawiła.
To wszystko przez tę pieprzoną kłótnię serca z rozumem. Ach srew u reklamo neostrady, przez Ciebie poważne rozterki przestają być poważne.
czwartek, 13 stycznia 2011
Żałoba.
Nikt tak naprawdę nie wie, ile powinna trwać. Mówią, że po bliskim to rok - czarne ciuchy, zgnębiona mina, zero imprez - mimo, że w duszy gra. No bo przecież emocje i uczucia to nie grzech, tak samo jak ich wyrażanie. Przecież każda ukochana nam osoba chciałaby, żebyśmy po jej śmierci żyli dalej, jak gdyby nigdy nic, a nawet ze stypy balangę zrobić. Tylko, że to nie wypada... Nie należy... Nie wolno... Ja rozumiem miejsca, gdzie tradycja i kultura są silnie zakorzenione w człowieku, że jak ustalą kolor żałobny to w żadnej innej sytuacji go nie nakładają. Ale tutaj? W Europie? To jakiś żart po prostu! Laska zakłada czarny gorset na gorącą noc z kochankiem i na pogrzeb babci też! Tzn nie gorset, ale garsonkę. A w sercu tak naprawdę liczy, ile podobnych ciuszków (tych gorsetów oczywiście) za babuni zachówek sobie zakupi. Żałobę to się w sercu nosi, a nie na dupie i to często przez wiele lat, a nawet całe życie.
piątek, 24 grudnia 2010
Książę zE bajki.
Szukam Pana Idealnego. Może to głupie, bo chyba każda kobieta marzy o kimś takim i żadna go nie znajduję, ale ja w takowego wierzę. Że przyjedzie do mnie na Białym Rumaku, wejdzie po winorośli na balkon, wedrze się do mojej komnaty i pocałuje bym się zbudziła trzymając w dłoni wielki bukiet pachnących kwiatów. Nieważne, że mówię co innego, że niby nie lubię tych chwastów, bo się nimi nie umiem zajmować, albo, że nie lubię śliniących się pocałunków. Wszystko da się jakoś obejść, trzeba tylko chcieć. Prawdziwi romantycy są. Wy się boicie wyjrzeć ze swoich nor. Boicie się odrzucenia, brak Wam pewności siebie. Ogarnijcie się, ludzie! Jesteście mężczyznami, nie róbcie z siebie ciot! Kobiety kochają pewnych siebie mężczyzn, którzy wiedzą, czego chcą. Niektóre kochają niewinnych chłopców, niektóre macho, niektóre sukinsynów, ale każda z nas pragnie pewnego siebie mężczyzny. Bo taki co to nie wie czego chce, nie wzbudza w nas zaufania. To nie kobieta ma się starać. My mamy leżeć i pachnieć. Ja tu nie mówię o nieróbstwie. Nie żyjemy też w jakiś dziwnych czasach, tylko w XXI w. - oczywiście, kobieta pracuje, każdy ma swoje obowiązki, ale pewne rzeczy są niezmienne.
To kobieta powinna wymagać od faceta, a ten powinien ją całować po stopach, że w ogóle istnieje. Jestem pojebana i mam nierówno pod sufitem, prawda? Trudno. Najwyżej zostanę starą panną z gromadką kotów, zapłodnię się in-vitro i będę chodzić na panienki - one mnie przynajmniej zrozumieją.
To kobieta powinna wymagać od faceta, a ten powinien ją całować po stopach, że w ogóle istnieje. Jestem pojebana i mam nierówno pod sufitem, prawda? Trudno. Najwyżej zostanę starą panną z gromadką kotów, zapłodnię się in-vitro i będę chodzić na panienki - one mnie przynajmniej zrozumieją.
Subskrybuj:
Posty (Atom)